Najbardziej wciągająca symulacja od czasów Animal Crossing: New Horizons

Zmęczony lub zmęczona miejskim życiem, powracasz do swojego domu z czasów dzieciństwa. Odkrywasz swoje dawniej ulubione miejsce i zasypiasz, przenosząc się do świata wyobraźni – tylko po to, by odkryć, że ten idylliczny krajobraz powoli odchodzi w zapomnienie.

Disney Dreamlight Valley to jednocześnie czas i miejsce, w którym spędzałeś/aś czas jako dziecko. Niestety, dotąd tętniąca życiem wioska, po odejściu Rulera, została przeklęta przez nocne ciernie (Night Thorns) powodujące utracenie wspomnień przez mieszkańców, a nawet ich odejście. Tylko Ty jesteś w stanie stawić czoła czarnej magii i przywrócić dawną świetność tego miejsca.

Gra, zaczynająca się jak wiele (porzucaniem miejskiego życia) jest zaskakująco rozbudowana. Podczas odbudowywania wioski z pomocą czarodzieja Merlina masz do dyspozycji kilka narzędzi – magiczny kilof, złotą konewkę, która nigdy nie traci wody, czarodziejską wędkę, aparat i łopatę, która… no cóż, jest po prostu łopatą.

Po doborze narzędzi już możemy domyślić się, co nas czeka w grze. Możemy uprawiać rośliny, pozyskiwać surowce, tworzyć nowe przedmioty, łowić ryby, gotować posiłki – wszystko to nagradzane jest „punktami” Dreamlight, które później będą nam służyły do odblokowywania nowych lokalizacji na mapie i światów, co zaowocuje nowymi questami do wykonania.

Jeśli ktoś nie ma problemu z franczyzą Disneya – ta gra jest dla niego. Osobiście na samym początku przeszkadzał mi Goofy i Myszka Mickey, ponieważ średnio darzę sympatią te postacie. Jednak w miarę rozwijania wioski, gra zaczęła się robić coraz ciekawsza i bardziej rozbudowana, co sprawiło, że naprawdę się w nią wciągnęłam.

Do zalet Disney Dreamlight Valley należy dużo postaci, z którymi możemy się zaprzyjaźnić, a później, zacieśniając z nimi więzi, odblokować wiele różnych zadań do wykonania. Questy polegają często na zbieraniu konkretnych przedmiotów w grze, ale jako nagrodę oferują między innymi ulepszenia narzędzi lub Dreamlight, którego musimy uzbierać dość dużo, by odblokować dalsze etapy gry. Możemy też uzyskać go podczas „po prostu” grania – dostajemy te punkty również za progres w kolekcjonowaniu itemów, których jest dużo i do odkrycia, i do zdobycia.

Dreamlight zdobywamy wykonując także codzienne zadania – Dreamlight Duties. Codziennie są nowe, a po ich wykonaniu pojawiają się kolejne. Gra jest zsynchronizowana z czasem rzeczywistym, co może zaskutkować tym, że jeśli na granie masz czas tylko po pracy, dużo czasu spędzisz w ciemnościach.

Gra oferuje również możliwość dekorowania i wioski, i swojego domu, dla bardziej wkręconych użytkowników jest możliwość również projektowania przedmiotów. W trybie urządzania możemy modyfikować lokalizacje istniejących obiektów, więc w tym, jak urządzimy wioskę, ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Tak naprawdę każdy może grać w Disney Dreamlight Valley na swój sposób – nie ma jednego sposobu na „przejście” tej gry. Jeśli ktoś jest nastawiony na zadania, może robić questy i odkrywać kolejne światy, w których żyją nowe postacie gotowe powrócić do wioski. Jeśli ktoś preferuje dekorowanie, droga wolna, jeśli ktoś chciałby zająć się uprawą roślin bądź zbieractwem – jak najbardziej jest taka możliwość.

DDV oferuje też aspekt społeczny – Dreamsnaps, w które w ogóle się nie wkręciłam. Polega to na wysyłaniu zrzutów z gry spełniających dane kryteria na tygodniowe wyzwania. Następnie zdjęcia te są oceniane przez innych graczy, a za wysokie miejsca w rozgrywkach można dostać nagrody.

To, co też mnie na początku odrzucało, to dodatkowa waluta w grze, którą możemy kupić za rzeczywiste pieniądze. Na szczęście istnieją sposoby (chociaż oczywiście odpowiednio powolne), by zdobyć ją, nie wydając ani grosza.

Zaczęłam grać w Disney Dreamlight Valley na komputerze, później, jak dostałam na 30stkę xboxa, kontynuowałam tam grę. DDV jest ze mną do dziś, gram w nie na Rog Ally’u i muszę przyznać, że naprawdę się w nią wkręciłam.

Dla tych, którzy uznali, że bazowa wersja gry to za mało, dostępne są trzy dodatki – A Rift in Time, Storybook Vale i najnowszy – Wishblossom Ranch. Posiadając pierwsze dwa muszę jednak stwierdzić, że w samej grze jest tyle do zrobienia, że ledwo co liznęłam jeden z nich – A Rift in Time.

Disney Dreamlight Valley oficjalnie dołącza do moich ulubionych gierek. Z uwagi jednak na rozbudowaną fabułę i świat, nie grałabym w nią na Switchu – słyszy się mnóstwo złych opinii dotyczących performance’u na tej konsoli (źródło: reddit). Polecałabym ją raczej na PC/xboxa/handhelda Windowsowego, a jeśli na PC, to głównie z kontrolerem – nie wyobrażam już sobie innego sterowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *